Bęc Zmiana

OKAZUJE SIĘ, ŻE WSZYSCY PROJEKTANCI KŁAMIĄ


Noviki Studio: projekt książki Encyklopedia polskiej Psychodelii Kamila Sipowicza

Sztuka i grafika to gałęzie z różnych drzew, ale rosnących dziś tak blisko siebie, że czasami zrastają się w jeden pień. Tak naprawdę nie jesteśmy przywiązani ani do określenia artysta, ani grafik. Choć często odbijamy się od przejść granicznych zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Nie są to doświadczenia ciekawe, dlatego z ogromną ulgą obserwujemy wszelkie próby otwierania granic – tłumaczy Studio Noviki w rozmowie z Kają Kusztrą i Magdą Roszkowską

 

Z okazji ubiegłorocznego Manifest Fest, międzynarodowej konferencji poświęconej dizajnowi zaangażowanemu społecznie, wystosowaliście następujące oświadczenie: „Świat dąży do upadku, jesteśmy przerażeni, okredytowani, zdominowani przez monopolistów, podporządkowani  instytucjom, widzimy, jak idee ulegają rozpadowi ponad naszymi głowami lub w obliczu naszych działań, doświadczamy jedynie pomieszania języków, świat handlu wchłonął estetykę sztuki, świat sztuki używa języka handlu, nie ma żadnej różnicy i to jest w porządku, nie musimy być smutni, zmiana nadejdzie albo nie, my będziemy jej katalizatorem albo ci, którzy przyjdą po nas”. Podoba mi się przewrotna dynamika tego tekstu, po serii wystrzeliwanych jak z karabinu przymiotników opisujących raczej opłakany stan naszego świata, spodziewałam się wezwania do jakiejś ogólnej mobilizacji, buntu i barykad, a wy promujecie nie tyle bierny, ile może stoicki model działania – taki raczej pozbawiony nadziei na jakieś radykalnie inne jutro… Interesuje mnie wasz stosunek do zmiany, a także do sensu i celu indywidualnego bądź grupowego działania subwersywnego?

Uważamy że siła manifestów wyczerpała się, First Things First[1] niewiele zmienił, co więcej, w niewielkim stopniu zmodyfikował on sposób działania samych jego sygnatariuszy. Czytanie kolejnych manifestów, a także przyglądanie się skutkom, jakie wywołują one w rzeczywistości, nauczyło nas nie wychodzić do ludzi z postulatami naprawy świata. O wiele łatwiej jest stworzyć tekst, niż wprowadzić go w życie. Nasz kierunek działania ma odwrotny wektor – staramy się zbadać i zrozumieć język wizualny, w którym jesteśmy zanurzeni. Interesuje nas wpływ tego języka na otoczenie. Przeprowadzamy ingerencje, które mogą powodować zakłócenia – i tu pewnie nasze działanie postrzegasz jako subwersywne. Możliwość rozpoznania języka – jako narzędzia osiągania określonego celu i wprowadzania zmian do obowiązujących kodów estetycznych – jest dla nas bardzo kusząca. W procesie rozbrajania języka i budowania komunikatu na nowo, przy użyciu innej estetyki, upatrujemy ostatnio najciekawszy obszar eksperymentu. Od jakiegoś czasu jest on dla nas o wiele bardziej interesujący niż prosta adekwatność, czyli budowanie projektu na podstawie otrzymanej treści, zgodnie z utrwalonymi zasadami. Uważamy, że największym wrogiem wszelkiej aktywności jest konsensus – czyli przypisanie do określonych ról, możliwości i kompetencji. 

 

Należycie do międzynarodowego kolektywu badawczo-projektowego Design Displacement Group. DDG usiłuje na nowo opisać obszar działań projektowych, jednym z takich sposobów jest dziś pojęcie dizajnu spekulatywnego, czyli takiego, który nie tyle szuka rozwiązań dla zdefiniowanych już problemów, ile sam je generuje, stawiając pytania w zupełnie inny niż dotychczas obowiązujący sposób. Czy taka postawa jest wam bliska i na czym w waszym przypadku polega?

Terminy takie jak spekulacja, przemieszczenie, kryzys, interwencja, codziennie pojawiają się w strumieniu informacji, w równym stopniu opisują one świat polityki, ekonomii, sztuki czy projektowania. Nie wynajdujemy problemów, bo jest ich już wystarczająco dużo, mnożenie nie ma więc najmniejszego sensu. W grupie na pewno łatwiej jest te problemy rozbić – przyjrzeć się im pod różnym kątem. Formacja DDG[2] nie jest homogeniczna, co bardzo w tym procesie pomaga. Poznaliśmy się podczas wspólnie prowadzonych warsztatów na biennale grafiki w Brnie. Utrzymujemy ze sobą kontakt, spotykamy się kilka razy w roku, podejmujemy wspólnie przedsięwzięcia. Dla większości z nas spekulacja jest istotnym wymiarem projektowania. Grafika bez wątpienia nadaje wartość projektowanym przedmiotom, przyzwyczailiśmy się, że odpowiednie znaki, symbole, służą do wzbudzania określonych potrzeb, podczas gdy spekulacja daje nam możliwość przekierowania tych potrzeb, zasygnalizowania innych wartości – zmusza do podjęcia gry. Projektowanie stało się umiejętnością zarządzania potrzebami i wartościami w trudnym momencie, kiedy w definicjach różnych zjawisk dokonują się przesunięcia. Poza tym kryteria dobrego projektu obowiązujące jeszcze kilka lat temu nie są już aktualne. Nie istnieje stylistyka, która byłaby przypisana do jednej dziedziny, płaszczyzny estetyczne ulegają wzajemnemu przenikaniu. W takiej sytuacji powstaje pytanie, jaka estetyka powinna być przeznaczona np. dla sfery kultury? Jednoznaczna odpowiedź nie istnieje! Bo to, co obowiązuje dziś, generuje zmiany, jakie nastąpią w przyszłości.

 

W Polsce dominującym formatem wystaw o dizajnie jest tworzenie zbiorów aktualnie atrakcyjnych gadżetów – nawet jeśli jest to wystawa prezentująca dizajn zaangażowany w kwestie społeczne. Czy szklany kontener postawiony na warszawskim placu Defilad, w którym w pewnym sensie wystawiliście samych siebie, zapraszaliście do dyskusji bądź po prostu obserwowaliście otoczenie, nie pokazując jednak żadnych projektów, nie był czasem propozycją nowego formatu myślenia o tym, czym może być projektowanie? Czy możecie o tym opowiedzieć?

W zasadzie w tym pytaniu znajduje się już odpowiedź, ten przeszklony kontener był jak szklana bańka, w której znajdują się projektanci. Problem polega na tym, że tematy, które poruszamy, to wciąż sfera bardzo zamknięta. Większość ciekawych dyskusji dotyczących projektowania odbywa się w bardzo wąskim środowisku, nie są one interesujące dla społeczeństwa. Krytyka dizajnu nie rozwinęła się jeszcze w takim stopniu jak krytyka architektury czy sztuki. Formuła wystaw polegająca jedynie na przeglądach prac tych zaległości nie nadrobi. Wystawy dizajnu utwierdzające odbiorców w przekonaniu, że dizajn równa się gadżet, to niewątpliwie strzał w stopę. Chcieliśmy te problemy przedyskutować. W szklanym kontenerze prowadziliśmy spotkania – rozmowy z zaproszonymi gośćmi: kuratorami wystaw, grafikami, artystami. W myśl zasady: prawda o sytuacji dizajnu wynika z sumy odpowiedzi – pytaliśmy o ich doświadczenie, jak sami definiują swoją sytuację. Rozmowy te będą opublikowane w formie podcastów.

To ciekawe, bo jedno z ostatnich oświadczeń Metahaven[3] brzmi: „Jeżeli coś wymaga dziś zaprojektowania, to jest to projektant we własnej osobie”. Jaką wiedzę udało wam się zgromadzić do tej pory?

Okazuje się, że wszyscy projektanci kłamią – dlatego nie udało nam się zebrać żadnych informacji na ten temat.

A co powiecie o relacji, która funduje ekonomię waszego zawodu, tzn. o tandemie Zamawiający – Wykonujący. Czy widzicie jakieś inne możliwe związki międzyludzkie nawiązywane podczas wykonywania waszej pracy?

Jest wiele możliwości określenia wzajemnej relacji, jednak wszystkie wymagają świadomości roli, jaką na siebie przyjmujesz. Jeżeli zamawiający jest w stanie zrezygnować z pozycji władzy, jaką dają mu środki finansowe, którymi dysponuje, otwiera się większa przestrzeń do negocjacji. Z drugiej strony zadaniem projektanta jest zastosowanie odpowiedniej strategii. To, jaką rolę odgrywa grafik, już kształtuje tę relację – możliwości jest wiele: inaczej rozmawiamy z edytorem tekstu (w momencie, kiedy trzeba sprawnie działać i nie ma miejsca na pogłębienie tematu), inaczej z grafikiem, który przyjmuje rolę kuratora wizualnego (kiedy praca wymaga aktywnego udziału projektanta w sferze konceptualnej). Inna jest postawa wobec kontrybutora, który tworzy autorskie treści. Inna jest relacja klienta i grafika w roli tłumacza idei na język wizualny. W naszej praktyce jesteśmy zmuszeni wykorzystywać różne strategie i wchodzić w różne relacje, właściwie za każdym razem relacje z klientem kształtują się w inny sposób.

 

Przygotowując się do wywiadu, znalazłam wasz dość osobliwy biogram, w którym po kolei wymieniacie, czym się nie zajmujecie: nie działacie na polu aktywizmu miejskiego, nie jesteście stypendystami ministra kultury, nie prowadzicie cyklu wykładów o typografii ani nie wykładacie na żadnej uczelni artystycznej. Biogram to jest dziś taki oręż prestiżu – mikroprzestrzeń budowania jednostkowego kapitału symbolicznego, festiwalu wzbudzania ogólnego poważania. I kiedy widzisz swój biogram pośród 20 innych o połowę dłuższych, myślisz, że jesteś nieudacznikiem i już cię nic nie czeka. Chciałam więc zapytać o wasz pogląd na te sprawy i może jakąś próbę zniechęcenia naszych czytelników do wiary w moc biogramu?

Nie ma powodu nikogo zniechęcać. Biogram to pewna konwencja, można w nią wejść, lub próbować ją przełamać. Zasadniczo wydaje nam się, że nikt nie traktuje ich zbyt poważnie.

 

W waszych projektach odwołujecie się często do postmodernistycznej estetyki – zniekształceń, ironii, podejrzeń, mieszania konwencji. To, co robicie, jest formą ostrzegania przed długofalowymi skutkami obecnie zachodzących procesów. Takie gesty wizualne są chyba charakterystyczne dla społeczeństw wychowanych na stylu szwajcarskim – wiadomo, że każdy wyuczony warsztat chce się w końcu zdekonstruować. Jaki ciężar ma taka estetyka w Polsce, gdzie powojenne liternictwo nigdy nie miało okazji wypalić się w modernistycznej prostocie? 

Przeceniasz styl szwajcarski. Dziś nie jest on tak bardzo progresywny. To raczej przykład stylu, który w wyniku tej ciągłości nieustannie sam siebie kopiuje. Prześciga się w autoreferencjach. Jeżeli chodzi o ciężar estetyki w Polsce, to przerwanie jej ciągłości  jest elementem naszej tożsamości. Może dzięki temu, że u nas modernizm nigdy nie został przewartościowany, tak go dziś cenimy. Estetyka postmodernistyczna czasowo nałożyła się na okres dzikiego kapitalizmu lat 90., czego efektem jest dobrze już rozpoznane i opisane Typopolo[4], funkcjonujące równolegle z ciekawą architekturą z tamtego okresu. Cały czas trwają dyskusje na temat jej wartości, dobrze ilustruje to spór o Solpol[5]. Architektura tego okresu jest dla nas o wiele większą inspiracją niż Typopolo, którym dla odmiany nigdy się nie fascynowaliśmy.

 

Mówicie o sobie, że jesteście artystami wizualnymi tworzącymi studio projektowe. To też wydaje mi się jakoś znamienne, bo pomiędzy polami sztuki i projektowania istnieje podszyty kompleksem spór o to, komu co wolno i gdzie jest czyje miejsce. Na przykład Rick Poynor, krytyk dizajnu, który też był obecny na Manifest Fest, popełnił nawet tekst (Dizajn młodszy brat sztuki) traktujący o tym konflikcie. Przedmiotem waszych projektów są często wystawy bądź katalogi czy książki artystyczne. Dlatego interesuje mnie, czy dla was takie wyznaczanie granic ma jeszcze jakikolwiek sens?

Przede wszystkim różnie siebie nazywamy. Tak naprawdę nie jesteśmy przywiązani ani do określenia artysta, ani grafik. Te granice oczywiście istnieją, stwarzają je instytucje, rynek, różne grupy zawodowe, środowiska. Często odbijamy się od przejść granicznych zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Nie są to doświadczenia ciekawe, dlatego z ogromną ulgą obserwujemy wszelkie próby otwierania granic, dzięki którym sztuka i grafika mogą funkcjonować na zasadzie komplementarnej. Mamy wrażenie, że sztuka i grafika to gałęzie z różnych drzew, ale rosnących dziś tak blisko siebie, że czasami zrastają się w jeden pień. Praca The Liberator grupy Defense Distributed pokazana na wystawie Design and Violence[6] jest tego doskonałym przykładem. Broń wydrukowana przez artystów w technologii 3d wywołała dyskusję na temat dostępu do narzędzi przemocy, relacji władzy i społeczeństwa oraz dizajnu jako procesu mogącego ten porządek odwrócić. Zastanawianie się, czy to dzieło sztuki, czy tylko obiekt funkcjonujący w sferze dizajnu krytycznego, wydaje się drugorzędne. Kolejnym ciekawym przykładem jest Biophilia, hybrydowa, dźwiękowo-wizualna aplikacja, której architekturę doceniono na tyle, że została zakupiona do kolekcji sztuki MoMa. Aplikacja nie powstałaby, gdyby nie ścisła współpraca świata grafiki i sztuki. Inny przykład – New World Summit[7], czyli artystyczno-polityczna organizacja założona przez Jonasa Staala podczas 6. Biennale Sztuki w Berlinie, mająca na celu tworzenie alternatywnych parlamentów dla organizacji i zrzeszeń, które zostały wykluczone przez funkcjonujące demokracje. W Polsce projektem zacierającym granice pomiędzy różnymi obszarami twórczymi był Bazaristan[8], przy którym pracowaliśmy z Aleksandrą Wasilkowską. Tego rodzaju inicjatyw nie ma sensu klasyfikować, bo takich zjawisk będzie coraz więcej – w końcu wymuszą one zmiany w funkcjonowaniu instytucji i rynku. Wracając do Ricka Poynora i jego dizajnu jako młodszego brata sztuki – coraz częściej mamy wrażenie, że teraz ten młodszy brat podrósł i nawet stał się bystrzejszy od swojego starszego rodzeństwa, dzieli się ciekawszymi spostrzeżeniami i zadaje się z fajniejszymi dziewczynami – ale wciąż są to bracia i faktycznie może nie ma sensu ich porównywać.

 

Noviki[9]

„Nigdy nie wybaczę Platformie Obywatelskiej, że nie zatrudnili Novików do projektowania podręcznika dla klasy pierwszej” – Jaś Kapela, pisarz, członek zespołu „Krytyki Politycznej”

„Psychodeliczni ninja" – Łukasz Jastrubczak, artysta

„Z novikami nic dwa razy się nie zdarza” – Joanna Zielińska, kuratorka

„Stworzyli taką grafikę mojej Encyklopedii polskiej psychodelii, że stali się jej wnętrzem, zewnętrzem i tym, co pomiędzy” – Kamil Sipowicz, pisarz

„Choć się od siebie (trochę) różnią, trudno myśleć o nich w liczbie pojedynczej.

Trudno też myśleć o nich w liczbie mnogiej – to jeden organizm, dwugłowe zwierzę chodzące zawsze własnymi drogami, nie zawsze wiadomo dokąd. Przyglądam się im z niesłabnącym zainteresowaniem” – Marcin Kwietowicz, architekt  

„To jedno z niewielu studiów projektowych w Polsce eksperymentujących z definicją estetyki w grafice użytkowej” – Rene Wawrzkiewicz, projektant, kurator dizajnu

„Noviki to duet bardzo zdolnych grafików, których przekora doprowadziła do wariactwa” – Zuzanna Bartoszek, artystka

„Namiętni, konceptualni, nieobliczalni" – Aleksandra Wasilkowska

„Nie lubią kompromisów i chodzenia na łatwiznę, przez co ciągle narzekają. Nie sposób się na nich gniewać” – Karol Sienkiewicz, krytyk sztuki

„Szybkość profesjonalizmu z wrażliwością na detal, rzadka przyjemność współpracy”

„Bezlękowa jazda w trash bash, gdzie szczegóły bywają najsmaczniejsze” – Karolina Wiktor, artystka

„Myślą, że wszystko już było. Oprócz nich” – Iza Jasińska, Instytut Studiów Zaawansowanych

„Bezustanna wspólna walka o każdą piędź tekstu, ilustracji i całej książki – by efekt był perfekcyjny” – Wojciech Kozłowski, dyrektor BWA Zielona Góra

„INTENSE, RAW AND BEAUTIFUL... UNFORGETTABLE EXPERIENCES” – Gregor Różański, artysta

„We love Noviki” – The Rodina

„Noviki: robią świetne placki ziemniaczane” – Beata Wilczek, artystka

„Brak słów” – Łukasz Kowalski, architekt zieleni

 



[1] Manifest First Things First autorstwa Kena Garlanda opublikowany został w 1964 roku. Podpisało się pod nim ponad 400 projektantów graficznych oraz artystów. Manifest stał się symbolem krytycznego i odpowiedzialnego społecznie dizajnu. W 2000 roku powstała jego aktualizacja (przyp. red.).

[2] DDG składa się z osób funkcjonujących w ciekawych ośrodkach badawczych Sandberg Instituut, Akademii sztuki KABK w Hadze oraz niezależnych projektantów, programistów, socjologów, osób prowadzących studia w Niemczech i Francji.

[3] Holenderski kolektyw projektantów graficznych, uznany za jedną z najbardziej progresywnych grup. Tworzą go Vinca Kruk, Daniel van der Velden i Gon Zifroni.

[4] TypoPolo to pojęcie opisujące estetyczny fenomen, jakimi były amatorskie projekty reklam, szyldów i napisów informacyjnych, wykonywane na potrzeby małego handlu i rzemiosła, które zafunkcjonowały w polskiej przestrzeni publicznej lat 90. Książka poświęcona temu fenomenowi pod redakcją Rene Wawrzkiewicza ukazała się nakładem wydawnictwa Fundacji Bęc Zmiana w 2014 roku.

[5] Budynek powstał na początku lat 90., pełnił funkcję centrum handlowego, autorem kontrowersyjnego projektu było Studio A+R Wojciech Jarząbek i Partnerzy, które na stworzenie koncepcji miało zaledwie 5 dni i nocy. Budynek miał oddawać atmosferę tamtych lat: ducha transformacji i radykalnych zmian. Niektórzy uważają go za najbrzydszy budynek Wrocławia, inni bronią jego historycznej i symbolicznej wartości. Od 2009 roku trwa spór o jego wyburzenie (przyp. red.).

[6] Projekt kuratorski w formie wystawy online zainicjowany przez nowojorskie MoMA, patrz: designandviolence.moma.org.

[7] Patrz: newworldsummit.eu.

[8] Projekt kuratorowany przez Aleksandrę Wasilkowską. Jego celem było stworzenie nowej koncepcji dla zagrożonego likwidacją wrocławskiego bazaru przy ulicy Ptasiej. Wypracowane rozwiązania są efektem współpracy artystów, architektów, projektantów graficznych oraz lokalnych kupców. Patrz: www.olawasilkowska.com/91-Bazaristan.html.

[9] Noviki poprosili redakcję „Notesu.na.6.tygodni”, by zamiast tradycyjnego biogramu pojawiły się opinie na temat studia autorstwa osób, które miały okazję z nimi współpracować. Więcej o Novikach możecie dowiedzieć się z ich strony noviki.net.

Korzystając z serwisu internetowego Fundacji Bęc Zmiana wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Pliki cookie możesz zablokować za pomocą opcji dostępnych w przeglądarce internetowej. Aby dowiedzieć się więcej, kliknij tutaj.